94. Trouble

Obudziłam się rano, a Jareda już nie było obok. Ściągnęłam brwi i rozejrzałam się wokół. Dlaczego mnie nie obudził?… Nagle przypomniałam sobie naszą wczorajszą umowę i westchnęłam. Budzenie się bez jego błękitnych, ogromnych oczu wpatrujących się we mnie nie było takie samo. Poczułam się już lepiej i natychmiast chciałam tam jechać… Spojrzałam na telefon, żeby przeczytać smsa od Jareda „samochód będzie podstawiony na miejsce jak tylko będziesz gotowa, żeby wyjść. Miłego dnia! J”. Odrzuciłam telefon na łóżko i wstałam, żeby się ubrać. Zdecydowałam się na sukienkę, jako że wszystkie spodnie zdążyły się na mnie zrobić za wąskie. Uroki ciąży, z dnia na dzień stawałam się coraz szersza, chociaż starałam się o tym nie myśleć. Może właśnie znowu powinnam się udać na zakupy? Przejrzałam się w lutrze i poczułam, że mam okropną ochotę na sok. Taki świeżo wyciskany, z jabłek, pomarańczy, marchewek… Zeszłam na dół, do kawiarni, żeby właśnie taki sobie sprawić, gdzie zaskoczyła mnie Emma.

-Och, Nicki, już nie śpisz – uśmiechnęła się.

-Nie – mruknęłam – a ty nie powinnaś być z resztą, z chłopakami na festiwalu? – uniosłam brew ku górze.

-Nie… ummm… musiałam po coś wrócić – och, Emma nie była najlepszym kłamcą i Jared doskonale powinien o tym wiedzieć.

-Wysłał cię tutaj, żebyś sprawdziła jak się czuje, prawda? – uniosłam brwi ku górze, a Emma ponuro pokiwała głową. Ha! Przede mną nic się nie ukryje. Chociaż Emma chyba nie miała zamiaru tego ukrywać…

-Zwariował. Od rana ciągle się martwi o to jak się czujesz. – wywróciła oczami – zaczął mi do tego opowiadać jak spędziliście noc i…

-Co? – warknęłam, czując jak cała moja twarz oblewa się rumieńcem. Nie chciałam, żeby ktoś znał szczegóły naszego życia erotycznego. Nawet jeśli miała to być Emma, która nieraz słyszała, co robiliśmy za ścianą.

-No… martwił się, że trochę za bardzo poszaleliście. – przygryzła wargę, ona chyba też nie chciała mówić na ten temat.

-Och, nie, nie, nic mi nie jest – czułam się naprawdę niezręcznie prowadząc tą rozmowę.

-To co, jesteś gotowa jechać na teren festiwalu? – Emma uniosła brwi ku górze.

-Tak, chciałam tylko jeszcze coś zjeść… - mruknęłam, czerwieniąc się lekko. Miałam wrażenie, że bez przerwy jem i wszystkim mówię o jedzeniu.

-W porządku. – Emma kiwnęła głową, po czym odeszła kawałek, żeby wykonać telefon. Zapewne do Jareda. Ten facet musiał mieć wszystko pod kontrolą… Szczególnie wszystko, co działo się ze mną, od kiedy byłam w ciąży. Powoli zaczynał się zamieniać w kłębek nerwów.

Zamówiłam to na co miałam ochotę, po czym usiadłam przy stoliku, delikatnie mieszając słomką sok i czekając aż Emma wróci, żeby usiąść razem ze mną. Dobrze, że się tutaj znalazła, nie chciałam siedzieć sama. Wyglądałoby to co najmniej dziwnie i jeszcze jakiś życzliwy pan by się do mnie przysiadł… Chociaż, w sumie mój brzuszek był coraz bardziej widoczny, więc pewnie nie byłam zbyt atrakcyjna dla innych mężczyzn… Nagle rozdzwonił się mój telefon. Och, no tak, Jared postanowił sprawdzić również mnie.

-Halo?

-Nicki? Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Gdzie jesteś? Za ile będziesz? – od razu zarzucił mnie pytaniami więc przewróciłam oczami. To powoli zamieniało się w obsesję, ale chyba wariował na punkcie ciąży tak samo jak ja.

-Nie wiem, na które z tych pytań mam ci odpowiedzieć jako pierwsze – zaśmiałam się. – Dobrze się czuję, wszystko jest w porządku, jestem w hotelu, czekam na jedzenie, a będę… Hm, chyba całkiem niedługo.

-Emma jest z tobą? – więc jednak postanowił nie ukrywać tego, że wysłał ją po to, żeby sprawdziła, jak się czuję.

-Tak – rzuciłam, po czym znów zaczęłam mieszać sok słomką – Jared, spokojnie. Naprawdę jestem w stanie dać sobie radę. Nie wyobrażam sobie co by było, gdybym znajdowała się teraz na innym kontynencie.

-Wiem, ale tak strasznie się martwię… - mruknął – boję się, że coś ci się stanie. Ufam ci, ale nie ufam całej reszcie świata…

-Co może mi się stać, Jared. Wszystko będzie w porządku. Widzimy się za godzinę, może dwie.  – uśmiechnęłam się sama do siebie. Och, chyba jednak zdążyłam się za nim stęsknić, mimo jego upierdliwości.

Szybko skończyłam posiłek, po czym poprosiłam Emmę, żeby chwilę na mnie zaczekała, bo musiałam jeszcze skoczyć do toalety.

Wtedy zaczął się koszmar. Zobaczyłam na bieliźnie świeże krople krwi.

-Emma. Emma! – zawołałam, po czym zorientowałam się, że przecież ona mnie nie usłyszy. Wpadłam w panikę.

Założyłam szybko z powrotem bieliznę. Poroniłam. Na pewno. Nie mam już dziecka. Nigdy nie zajdę w ciążę. Obawy uderzyły we mnie z taką siłą, że miałam wrażenie, że za moment przewrócę się ze strachu.

Wyszłam powoli z kabiny, czując jak wszystkie części mojego ciała drżą ze strachu. Wpadła na mnie Emma, pytając, czy jestem już gotowa, a ja spojrzałam na nią pełna przerażenia. Co? Gotowa? Ja? Na co?

-Mój Boże, Nicki, co się dzieje? – złapała mnie za ramiona, a ja otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, a zamiast tego westchnęłam ciężko – ej, ej, co jest grane? – nie potrafiłam się odezwać. Nie miałam pojęcia, jak jej powiedzieć o tym, co zobaczyłam.

-Krew, Emma, leci mi krew – wyszeptałam bardzo cichutko,  tak żeby nikt mnie nie usłyszał.

-Co? – uniosła brwi ku górze, jakby chciała, żebym powiedziała jej to jeszcze raz, a ja tylko pokręciłam głową. Naprawdę nie chciałam tego powtarzać.

-Już pewnie nie mam dziecka. Emma, boję się – zamknęłam oczy, a Emma złapała mnie za rękę, po czym podprowadziła do fotela i posadziła na nim jak małą dziewczynkę. Może to właśnie było to, czego teraz potrzebowałam?

-Dzwonię do Jareda. – rzuciła. Widziałam, że ona też była totalnie spanikowana.

-Nie. Nie, Emma, nie możesz. Wiesz jaki on jest – nabrałam do płuc powietrza. – Zadzwoń do szpitala. Powiedz, że to wyjątkowa sytuacja. – mój głos brzmiał żałośnie, był pełen przerażenia, ale tak właśnie się czułam – żałośnie.

-Dzwonię na pogotowie. Jesteśmy w Niemczech. Nie znam numerów do tutejszych szpitali.  

-Emma, wiesz co się wydarzy, jeśli przyjedzie tutaj po mnie pogotowie… - wyszeptałam, a ona usiadła, kiwając głową. Wiedziała, że mam rację. Wszyscy by mnie obserwowali. Już po południu w internecie byłoby całe mnóstwo zdjęć.

-Masz rację – westchnęła – chodź, idziemy, zawiozę cię do szpitala. – podała mi rękę – możesz sama chodzić? – pokiwałam głową, chociaż powoli zaczynałam odczuwać ból w dole brzucha. Wpadałam w coraz większą panikę. Nie chciałam nawet myśleć co by było, gdyby Jared dowiedział się, co się dzieje. Może faktycznie przegięliśmy ostatniej nocy… Ale jak ja mu to powiem? Jak powiem mu, że stała mi się krzywda, co jeśli nie noszę już jego dziecka, jak on to przyjmie? Boże, to trafi prosto w jego serce, tak bardzo nie chciałam tego robić…

Wsiadłam do samochodu i zaczęłam nerwowo obgryzać skórki wokół paznokci. Mój Boże, zaraz wpadnę w szał. Co jeśli nie jestem w stanie donosić dziecka? Co jeśli przez moje zaniedbanie ono nigdy nie przyjdzie na świat?…  Z każdą chwilą czułam coraz większy stres. Błagam, niech wszystko będzie dobrze… Ale jak miało być dobrze, skoro zobaczyłam krew?… To nie zwiastowało niczego dobrego.

-Nicki, nie martw się, na pewno wszystko będzie w porządku. Nic cię nie boli, jesteś w stanie normalnie funkcjonować, twojemu dziecku na pewno nic nie jest – Emma próbowała mnie uspokoić, ale doskonale widziałam, że jest cholernie przerażona.

Czułam ucisk w dole brzucha. Nie wiem, czy to kwestia nerwów, czy tego, co się stało, ale miałam wrażenie, że z każdą chwilą przybiera na sile. Zacisnęłam mocno zęby. Nie mogłam powiedzieć tego Emmie. Co jakiś czas zerkała na mnie, obawiając się o moje zdrowie. Pewnie myślała, że Jared ją zabije. I mnie przy okazji też, za to, że nie powiedziałyśmy mu, co się stało. Och, niezależnie od wyniku to będzie naprawdę długi, ciężki i stresujący dzień.

-Jest! Jest szpital – wskazałam palcem na biały budynek, a Emma agresywnie skręciła w jego stronę, więc mimowolnie złapałam się za brzuch. Och, miałam wrażenie, że za moment zwymiotuję.

Obydwie wpadłyśmy do środka, rozglądając się po korytarzu. Gryzłam nerwowo wargę, kiedy Emma podeszła, żeby załatwić lekarza. Całe szczęście, że zgodzili się na przyjęcie, w związku z tym, że sytuacja była zupełnie wyjątkowa.

-Czy panie są… w eee… związku? – zapytała pielęgniarka, patrząc to na nią, to na mnie, a ja natychmiast pokręciłam głową – nie, mój mąż… nie mógł pojechać tutaj razem ze mną. – zagryzłam wargę.

-W takim razie, jak się pani nazywa?

Nabrałam głośno powietrza. To było zbyt ważne, nie mogłam skłamać. Jednocześnie byłam niemal pewna, że z tą chwilą ta informacja rozniesie się dalej i nie będę mogła już dłużej ukrywać swojej ciąży.

-Leto – powiedziałam cicho – Nicolette Leto.

Usłyszałam jakiś szmer tuż obok. Byłam pewna, że ta informacja rozniesie się dalej ale już o to nie dbałam, w tej chwili liczyło się przede wszystkim zdrowie mojego dziecka.

Weszłam do gabinetu i usiadłam na fotelu, lekarz zadał mi całe mnóstwo pytań, o to co robiłam w ostatnim czasie, o to czy dbam o ciążę, opowiedziałam mu o wszystkim, włącznie z tym, że uprawiamy naprawdę intensywny seks. No co? Chodziło o życie mojego dziecka, każda informacja była istotna. Uśmiechnął się, ale na szczęście nie skomentował tego w żaden sposób. Zrobił mi usg, a ja obserwowałam emocje na jego twarzy. A właściwie ich brak. Czy on mógł już coś powiedzieć, do jasnej cholery?

-Pani Leto –tak, wiem, że to była poważna sytuacja, ale wciąż serce biło mi dwukrotnie szybciej, kiedy przypominało mi się, że używam już tego nazwiska. Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję…  – z pani dzieckiem jest wszystko w porządku. Bardzo dobrze się rozwija. – uśmiechnął się pobłażliwie.

Niemal poczułam jak kamień spada mi z serca. Odetchnęłam głośno i oparłam się o fotel. Mój Boże, jakie to szczęście. Wszystko było w porządku. Mój dzidziuś wciąż żyje i ma się naprawdę dobrze. Nic się nie stało.

-Jednakże… - lekarz odłożył teczkę z wynikami i poprawił okulary, które miał na nosie i wbił we mnie spojrzenie – niech pani odpoczywa. Jak najwięcej. I nie przemęcza się fizycznie. Także w tych sprawach. – pokiwał głową, a ja poczułam, że robi mi się głupio. Czy on czytał w myślach? Skąd wiedział, że tylko to chodziło mi po głowie? – proszę mnie nie zrozumieć źle, jest to jak najbardziej wskazane, jednak bez przesadnych… zabaw. Zdrowie dziecka jest teraz najważniejsze, a to wiąże się przede wszystkim z Pani samopoczuciem.

-Rozumiem – miałam ochotę parsknąć śmiechem. Sama nie wiem, dlaczego. Chyba do reszty odbijało mi w tej ciąży.

-Proszę o siebie dbać. – uśmiechnął się, co ja odwzajemniłam. Przejrzał jeszcze raz moją kartę – chce Pani poznać płeć swojego dziecka?

-Co? – wytrzeszczyłam oczy. To już? Już mogłam poznać płeć? Moment… Czy ja chciałam ją poznawać? Czy chciałam to zrobić już teraz, czy może powinnam zaczekać do wizyty, po której będzie czekał na mnie Jared? Nie wiedziałam, co się dzieje wokół mnie. Jeszcze przed chwilą miałam ochotę uciec z krzykiem, a już za chwilę miałam się dowiedzieć czy pod moim sercem rozwija się uroczy chłopiec, czy słodka dziewczynka.

-Płeć dziecka. Już mogę ją podać. – rzekł spokojnym tonem, który wydawał mi się totalnie nieadekwatny do sytuacji.

-Ja… nie byłam na to przygotowana – westchnęłam, próbując się uspokoić. To było za dużo emocji jak na jeden dzień. – Chciałabym… dowiedzieć się w tym samym czasie, co Jared. – oblałam się rumieńcem.

-W porządku. Mogę napisać to pani na kartce. Schować, a pani przeczyta, kiedy tylko będzie gotowa. Może być? – uśmiechnął się zachęcająco. Jakie szczęście, że trafiłam na tak sympatycznego mężczyznę.

Pokiwałam głową. Tak, takie rozwiązanie brzmiało całkiem nieźle. Schowałam złożoną kartkę do notatnika, po czym wstałam i uśmiechnęłam się do lekarza.

-Naprawdę, niech pani się nie denerwuje. Rozumiem, że to pierwsza ciąża i nerwy są ogromne, ale z tego co widzę, świetnie sobie pani daje radę. Życzę powodzenia.

Natychmiast się rozpromieniłam. To były chyba słowa, które potrzebowałam usłyszeć. Uścisnęłam jego dłoń i natychmiast wyszłam na korytarz, na którym Emma omal mnie nie przewróciła, kiedy rzuciła się na mnie, żeby dowiedzieć co się ze mną dzieje.

-Nic mi nie jest – położyłam jej dłoń na ramieniu, a ona odetchnęła z ulgą. Była prawie tak samo przerażona jak ja. – Ale… dowiedziałam się czegoś. Czegoś czym muszę podzielić się z Jaredem, jak najszybciej, zanim sama umrę z ciekawości.